Moja wiara

Przejdź do treści
W dniu 24 czerwca 2015 r. odszedł do Boga zaopatrzony
Sakramentami świętymi

Śp. Prof. zw. dr hab. Jerzy Armata
28.12.1928 - 24.06.2015
szlachetny człowiek,
wypróbowany przyjaciel chorych dzieci, doskonały lekarz

 
Onkolog i hematolog pediatra; pierwszy Kierownik Kliniki Onkologii i Hematologii Dziecięcej Polsko-Amerykańskiego Instytutu Pediatrii CM UJ; inicjator i pierwszy Przewodniczący Polskiej Pediatrycznej Grupy ds. Leczenia Białaczek i Chłoniaków (1974); członek The American Society of Pediatric Hematology and Oncology (1983), członek honorowy Polskiego Towarzystwa Hematologii i Onkologii Dziecięcej; Laureat Nagrody The Alfred Jurzykowski Foundation przyznanej w uznaniu wybitnego wkładu w hematologię i onkologię dziecięcą (1997); laureat Nagrody Ministra Zdrowia za koordynację badań naukowych oraz leczenie białaczek i chłoniaków u dzieci (1999); Małopolanin Roku (1999), autor licznych publikacji naukowych, wywiadów, a także wspomnień i opowiadań wydanych w formie książkowej.
 
Uroczystości pogrzebowe odbyły się 1 lipca 2015 r. o godz. 10.20  
w Kaplicy Cmentarza Rakowickiego w Krakowie

Liturgii Mszy św. i pogrzebu przewodniczył
Ks. Bp Jan Zając

Współcelebransi
Ks. prałat Andrzej Fryźlewicz,
Ks. Grzegorz Piątek SCJ,
Ojcowie Cystersi,
Ks. Lucjan Szczepaniak SCJ - homilia
Oprawa Liturgiczna
Dr hab. Szymon Skoczeń - czytanie Słowa Bożego
Hanna Wójciak z zespołem -  śpiewy i muzyka

Słowa pożegnania wygłosili:
Prof. Piotr Richter - pełnomocnik J.M. Rektora UJ
Dr hab. Maciej Kowalczyk - Dyrektor USD w Krakowie
Prof. Walentyna Balwierz - Kierownik Kliniki Onkologii i Hematologii Dziecięcej CM UJ
Magdalena Chuderska - córka zmarłego Profesora




Homilia wygłoszona przez Ks. Lucjana Szczepaniaka SCJ



Dziecięca eroica
Na rozstaju szpitalnych dróg
Spotkałem małe zapłakane dziecko.
Bardzo chcę, lecz nie mogę go ująć za dłonie,
Nie mogę go przeprowadzić przez domu rodzinnego próg.
 
– Do lepszego świata dziecięcych marzeń,
Do bezkresnych pól niewinnych zabaw,
Do słońca smacznego jak bochen chleba,
Do świeżych jak zerwane maliny wrażeń.
 
Wybacz mi, kochane dziecko,
Nie mam dość sił,
Aby cię objąć i ochronić.
Nie mam dość sił,
Aby od śmierci obronić [...].

(L. Szczepaniak , Bo byłem chory..., Kraków 2005)
 
       Stara legenda głosi, że Adam w czasie swojej ostatniej choroby posłał syna Seta wraz z Ewą do Raju po olej miłosierdzia, bo chciał zostać nim namaszczony i wyzdrowieć. Tam ukazał się im archanioł Michał i powiedział, że oleju miłosierdzia z tego drzewa nie zdobędą i Adam będzie musiał umrzeć. W późniejszych czasach chrześcijanie dodali do odpowiedzi archanioła słowa pociechy. Archanioł miał powiedzieć, że po pięciu i pół tysiąca lat przybędzie pełen miłości Chrystus Król, Syn Boży, i namaści olejem swego miłosierdzia wszystkich, którzy w Niego uwierzą. Legenda ta odzwierciedla cały smutek i lęk człowieka przed bólem, chorobą i śmiercią, która jest nam przeznaczona. Ukazuje ona również jego zmaganie z cierpieniem i śmiercią. Ludzie zawsze szukali jakiegoś zioła, czy cudownego środka przeciw śmierci (Benedykt XVI, Śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa stały się dla nas lekarstwem na wieczność, 3 IV 2010 – Wigilia Paschalna).

       Panie Profesorze, Ty również zmagałeś się z cierpieniem i śmiercią, których doświadczyłeś w młodości, przeżywając czas hitlerowskiej okupacji, doświadczając biedy i tracąc ukochanego ojca Jakuba. To dzięki niemu i matce stałeś wrażliwy na cierpienie. Wspominając lata młodości w Przeworsku mówiłeś: Największe wrażenie robił na mnie bezpośredni kontakt z cierpieniem chorych leczonych w szpitalu, po prostu byłem przejęty i wzruszony ich losem. […] Wówczas chyba zrodziło się we mnie silne przekonanie, że powinienem zostać lekarzem. I tak całe swoje życie poświęciłeś niesieniu im pomocy, a zwłaszcza najciężej chorym dzieciom. Kilka miesięcy temu snułeś refleksję, że:[…] W latach 60 i 70 minionego wieku najtrudniejsza była świadomość, że umierały prawie wszystkie dzieci z najcięższym nowotworem, to jest z białaczką. Z tym bardzo ciężko było się pogodzić… 
       Dzięki takim lekarzom jak Ty Panie Profesorze dzisiaj jest inaczej, bo dzieci chore na raka mogą wyzdrowieć. Z dumą mówiłeś, że: Najważniejszą rzeczą w osiągnięciu postępu w leczeniu białaczek było zgromadzenie koleżanek i kolegów lekarzy i profesorów zajmujących się hematologią i stworzenia ogólnopolskiego zespołu, który wprowadził taki sam sposób leczenia, co w tamtych czasach było dużym osiągnięciem organizacyjnym i klinicznym. Z ogromnym poświęceniem uczyłeś się i czerpałeś z najlepszych wzorów medycyny polskiej i zagranicznej. Kierowałeś się imperatywem moralnym przejawiającym się w miłości do dziecka, ciągłym zdobywaniu wiedzy i poszukiwaniu najlepszych metod terapeutycznych oraz kształtowaniu odporności psychicznej. Tę wewnętrzną siłę dawał ci Bóg, co wyznałeś po latach: Nieraz stawałem przy łóżku chorego dziecka na wizycie i chociaż nie mówiłem, że się modlę, to modliłem się, żeby mnie Pan Bóg oświecił, abym znalazł dobre wyjście z sytuacji. Siłę do trwania i ciężkiej pracy dawała Ci również rodzina: żona śp. Teresa, córka Magdalena, wnuki, siostry. Wyznałeś: Moje sukcesy zawodowe i naukowe byłyby niemożliwe bez pomocy żony. Za to jej dziękuję.
       W służbie choremu uprawiałeś sztukę leczenia, a nie tylko rzemiosło, bo wychodziłeś poza wyuczone schematy, a w pacjencie dostrzegałeś cierpiącego Chrystusa i próbowałeś pomóc mu wkładając w to całe swoje serce i wysiłek intelektualny. Wiele razy powtarzałeś studentom i młodym lekarzom, aby głęboko wierzyli w to, że można pomóc ludziom, a zwłaszcza dzieciom i aby pragnienie to zrealizowali.

       Przez całe życie, aż do chwili śmierci nosiłeś w sercu słowa swojego ojca, który powiedział, że: Nie zależy mu na twojej karierze, ale byś życie przeżył uczciwie. W bliskości śmierci wyznałeś, że ufasz Bogu, że żyłeś uczciwie…
       Panie Profesorze, niosąc pomoc ciężko chorym dzieciom i ulgę w ich cierpieniu, służyłeś samemu Chrystusowi i nie zaparłeś się Go w chwilach próby, a zwłaszcza osobistego cierpienia związanego ze starością, chorobą i powolnym obumieraniem. Swoim życiem udowodniłeś, że lecznicze zioła przeciwko śmierci istnieją. Tym lekarstwem jest Chrystus, jeżeli przylgniemy do Niego, pozostaniemy przy życiu. 
       Przyszedł już czas, kiedy trzeba ruszyć w drogę, którą zna tylko sam Bóg. Nie zabierzesz ze sobą niczego, co ceniłeś w tym życiu oprócz miłości. Bo tylko ją rozpozna Przedwieczna Miłość i przygarnie do swojego Serca. Przed podróżą popatrz ostatni raz na tych, którzy Cię kochali i szanowali. Oni są Ci wdzięczni za dobro i wiarę w to, że niesienie pomocy cierpiącym ma sens, nawet jeśli samemu się cierpi. Ruszaj z Krakowa przez rodzinne Kołaczyce i Przeworsk, a dalej powiedzie Twoją duszę Anioł Stróż.
 
Panie Profesorze jesteś jak Stary doktor o którym pisałem w wierszu:
 
Całe życie dzieci leczył,
Zniszczył swój wzrok i serce.
Wielu spośród chorych uratował,
Licznych śmierci musiał oddać.
 
Jak średniowieczny rycerz,
Dbał o honorowy kodeks.
Rozrywał ludzkie układy,
I tracił tak zwanych przyjaciół.
[…]
Bóg się uśmiechnął
I doktora przygarnął do piersi.
Z jego oczu łzy otarł,
I w niebieskiej piaskownicy z dziećmi posadził.
 
      Panie Profesorze w swojej książce, poświęconej dzieciom chorym na białaczkę, dałeś tytuł, który jest cytatem z Apokalipsy św. Jana „I otrze Bóg wszelką łzę”. Przez całe życie ocierałeś łzy chorym dzieciom i ich rodzicom dając nadzieję. Dzisiaj w pełni zasłużyłeś na słowa św. Jana:
 
A Zasiadający na tronie rozciągnie namiot nad nimi.
Nie będą już łaknąć ani nie będą już pragnąć,
i nie porazi ich słońce ani żaden upał,
bo paść ich będzie Baranek, który jest pośrodku tronu,
i poprowadzi ich do źródeł wód życia:
i każdą łzę otrze Bóg z ich oczu» (Ap 7,15-17).
Wróć do spisu treści